Kim jestem i jak to się stało, że mówią o mnie “fotograf”. Początki.

Kim jestem i jak to się stało, że mówią o mnie “fotograf”. Początki.

Mam na imię Monika, mam 29 lat. Całe moje dotychczasowe życie upłynęło (i w sumie płynie dalej) na poszukiwaniach. Byłam z tych dzieciaków, o których się mówi “zdolny, ale leń”. Słomiany zapał to było moje drugie imię. W dzieciństwie marzyłam o grze na “krzypcach”, ale Tata-muzyk stwierdził, że trzeba zacząć od podstaw, więc zaczęłam chodzić na pianino. Nie mogłam się jednak dogadać ani z instrumentem, ani z nauczycielką, która nie rozumiała, że umiem grać ze słuchu, ale z nut już nie za bardzo i tak, w dość dramatycznych okolicznościach, bo przed pierwszym publicznym występem, roniąc krokodyle łzy powiedziałam Mamie, że nie chcę grać i tym samym moja przygoda z pianinem dobiegła końca. Potem ślizgałam się po innych dziedzinach-śpiew (nawet zaliczyłam publiczny występ-bardzo przepraszam wszystkich, którzy musieli wtedy tego słuchać, ahah 😉 ), języki, nawet otarłam się o szkołę plastyczną. Nic jednak mnie nie wciągnęło na tyle, bym mogła nazwać to swoją pasją aż do czasu, gdy odkryłam taniec towarzyski.

Taniec wywrócił moje życie do góry nogami, spędzałam na sali całe dnie. W wieku 17 lat przeprowadziłam się do Krakowa, by kontynuować sportową pasję i tak oto jestem tu 🙂 Tutaj skończyłam liceum, studia, założyłam rodzinę. Przed fotografią byłam manicurzystką na własnej działalności. Życie jednak znów zaskoczyło-dostałam tak potężnego uczulenia, że musiałam zrezygnować z zawodu, który bardzo lubiłam. Byłam bez roboty, ale za to we wczesnej ciąży-jak się niebawem okazało.
No i tu zaraz, za chwilę, zacznie się moja przygoda z fotografią.

Kiedy córka miała niecałe pół roku mój Niemąż stwierdził, że robię całkiem fajne zdjęcia i może zaczęłabym traktować to bardziej poważnie (Mooonikaaaa, macierzyński kiedyś się skooończyyyy ;)). Byłam mocno sceptyczna, ale postanowiłam spróbować i okazało się, że wciągnęło mnie to tak samo mocno jak kiedyś taniec. Spędzałam dosłownie całe dnie i noce albo robiąc zdjęcia córce, albo je retuszując. Jestem samoukiem. Do swojego warsztatu doszłam metodą prób i błędów (nie licząc noworodków, bo tu nie tak dawno odbyłam warsztaty indywidualne z pozycjonowania), analizując wiele godzin filmiki na YT oraz różne książki i artykuły. Po 1,5 roku robienia zdjęć plenerowych przyszedł czas na studio i tak od września 2018 roku możecie mnie znaleźć w Krakowie przy ul. Na Szaniec 5, gdzie realizuję sesje studyjne.
Dziś nadal się uczę, podnoszę kwalifikacje i jestem “wciągnięta” do granic! Jednak wiem, że jeśli stałoby się coś, co uniemożliwiłoby mi robienie zdjęć to mój niepokorny duch znalazłby sobie innego fioła!

A tak wyglądały moje początki-koniec stycznia, luty i początek marca 2017. Na tym lutowym nawet jest już podpis, ahah 😀

Styczeń 2017

Luty 2017

Marzec 2017

Śledź mnie na facebooku
Obserwuj na instagramie

Posted by Monika Nowakowska in Ciekawostki, Sesje dziecięce, Sesje portretowe, Sesje rodzinne, 6 comments